LightBlog

Czy znajduje się tu choćby jedna dziewczyna, która nie marzyła kiedyś, czy może nawet teraz marzy (pozdrawiam siebie) o spotkaniu tego je...

Czy znajduje się tu choćby jedna dziewczyna, która nie marzyła kiedyś, czy może nawet teraz marzy (pozdrawiam siebie) o spotkaniu tego jedynego ukochanego? Japończycy też marzą, tylko ze oni uwielbiają komplikować sprawy i droga do bycia z ukochanym nie bywa łatwa i logiczna… czasem jest zabawnie, czasem smutno, a czasem i boleśnie. Dlatego zapraszam moje ulubione mangi shoujo z wątkiem romantycznym.


5. DENGEKI DAISY
Przez długi czas nie potrafiłam docenić tej mangi, zrozumieć jej fenomenu i tego, jak bardzo fani pragną dostać anime. Dengeki Daisy to w rzeczywistości ciekawe i niecodzienne połączenie lekkiego romansu, z obyczajówką i kinem szpiegowskim. Główna akcja, wbrew pozorom, nie toczy się wokół pary głównych bohaterów i ich relacji, tylko zagadki, tajemnicy wirusa stworzonego przez brata Teru. To nie jest żaden skomplikowany tytuł, przez którego przez wiele tygodni nie zmrużyłam oczu, ale mimo wszystko wyróżnił się na tle innych mang, które czytałam.


4. REIMEI NO ARCANA
Z tego miało być coś więcej – najlepsza sentencja opisująca zarys fabuły, jaki okroił się wokół Reimei no Arcana. Wbrew początkowemu przekonaniu, że wie się, o czym będzie ten tytuł i do czego zmierza, okazuje się, że to jest całkiem skomplikowana historia, która nie raz mnie zaskoczyła. Nie mogłam oderwać się od czytania. Wstrzymywałam oddech, gdy przerzucałam kolejne strony, zastanawiając się, gdzie się skończy cała opowieść. Dzisiaj mogę powiedzieć, że jest to zgrabne połączenie Akatsuki no Yona i Boku dake ga Inai Machi. Niecodzienne porównanie, ale uwierzcie mi, że jak najbardziej trafne. Fani obu serii mogą bez żadnego „ale” odnaleźć się w Reimen no Arcana, choć podejrzewam, że będą potrzebowali na to troszkę czasu.


3. LOVELY COMPLEX
Lovely Complex zawiera niemal wszystkie motywy, które mocno cenię sobie w jakichkolwiek romansach i komediach. Jest to bardzo ludzka, przyziemna opowieść, która mogła się w zasadzie przydarzyć każdemu nastolatkowi na tym świecie. Motyw romansu między dwójką przyjaciół-wrogów w tym tytule to niemalże idealne przedstawienie tego, że miłość potrzebuje czasu i czegoś więcej niż tylko przypadek czy „przeznaczenie”. Główni bohaterowie, mimo różnic, posiadają wspólne zainteresowania. Pomimo całej nienawiści, którą wobec siebie żywią, w obliczu koncertu Umibozu, zamawiania czegoś słodkiego czy zwykłej rozmowy stanowią parę absolutnie perfekcyjną. A ogromna doza humoru i dystansu sprawia, że nie da się odebrać od mangi. Jest po prostu świetna.


2. SKIP BEAT
Gdyby istniało więcej takich shoujo, świat byłby lepszy… Mam wrażenie, że Skip Beat to jeden z najbardziej niedocenionych tytułów z tego gatunku w historii, a przy okazji jest to jeden z najlepszych jego przedstawicieli. Dlaczego to nie jest popularne? Wiem, że wiele osób ocenia tylko po materiale z anime, który wypada dość ubogo względem mangi, ale mimo wszystko… Skip beat to nie tylko romans, w zasadzie sam wątek romantyczny stanowi minimum całej opowieści, ale mimo wszystko ma swój wkład, to także nie jest historia o zemście. Więc o czym? Manga pokazuje czytelnikowi, że każdy ma w sobie talent i warto nauczyć się z niego korzystać. Historia zaczyna się od zwykłej deklaracji młodej dziewczyny, która poprzysięgła zemstę na chłopaku, który wykorzystał jej miłość i dobre serce, a może nie tyle kończy, co rozwija, jako opowieść o marzeniach i dążeniu do ich spełniania, okraszona mądrym humorem, lekką obyczajówką, szczyptą mroku i przystojnymi facetami…


1. OURAN HIGH SCHOOL CLUB
Bezsprzeczny mój numer jeden, jeśli chodzi o romanse. Nie tylko ze względu na jedną z najlepszych bohaterek, jaka kimkolwiek powstała w mangach typu harem, ale także dzięki pozornie niewidocznej złożoności, absurdalnemu humorowi i wspaniale napisanym bohaterom. Nikt się nie spodziewał, w tym ja, że pod warstwą totalnie nierealnych wydarzeń, możemy się spotkać z tak szczegółowo dopracowanymi bohaterami i ich historią. Bo kto mógł wiedzieć, że „zabawa” Tamaki’ego w rodzinę to coś więcej niż tylko zboczenie samotnego nastolatka? Kto zastanawiał się nad losem bliźniaków, których oprócz Haruhi nikt nie potrafi rozróżnić? Trzeba przeczytać całość, żeby dostrzec to, co na początku wydawało się tak mało istotne. Romans również. Nie od początku para bohaterów zakochuje się w sobie. Potrzeba im czasu, pomocy, wielu wydarzeń, by najpierw zakochali się w sobie, a później dostrzegli tę miłość. W przeciwieństwie do wielu, wielu tytułów z tego gatunku, nie dostajemy niczego podanego na tacy. Czytelnik musi czekać i cieszyć się humorem, nierealnymi sytuacjami, by dopiero później spotkać się z tym, na co tak czekał. 

A jakie są wasze ulubione tytuły mangowe? Dodacie coś do tej listy a może w pełni się ze mną zgadzacie!

Głośny, wykrzykujący na pół kontynentu deklaracje, że zostanie hokage/królem czy jeszcze innym władcą, ma czarną dziurę w żołądku, n...


Głośny, wykrzykujący na pół kontynentu deklaracje, że zostanie hokage/królem czy jeszcze innym władcą, ma czarną dziurę w żołądku, nieskończony zapas nakamapower… Można uznać, że przerysowuję, można również powiedzieć, że generalizuję, ale powiedzmy sobie szczerze: od głównych bohaterów shounenów nie wymaga się dużo. I dlatego właśnie każde odstępstwo od reguły, od schematu staje się dla mnie istotne przy odbiorze danego tytułu.

Fragment z anime "Bleach"
5. ICHIGO KUROSAKI
Główny bohater Wybielacza od samego początku wyróżniał się od pozostałych bohaterów z Wielkiej Trójcy, czyli z One Piece’a i Naruto. Był to zwyczajny/niezwyczajny nastolatek, który żył sobie spokojnie, oczywiście do momentu, w którym musiał spotkać Rukię i w wyniku kilku wydarzeń stać się shinigami. Ichigo to prosta postać, posiadająca prawie zwyczajną rodzinę, prawie normalnych przyjaciół, który nie jest ani idiotą, ani wykrzykuje w niebogłosy i na cały świat o swoich marzeniach.

Fragment z anime "Król szamanów"

4. YOH ASAKURA
Wydaje się, że moja pierwsza miłość z anime (oby tylko Anna się o niczym nie dowiedziała). Yoh to wyluzowany dzieciak, który z rezerwą podchodzi do wszystkiego, co dzieje się wokół niego. Darzy zaufaniem ludzi (oraz duchy) i naprawdę ktoś naprawdę musi zaleźć mu za skórę, by zaczął działać na poważnie. Przy okazji jest sprytny, inteligentny i trenuje z Anną – nie wiem, czy Son Goku dałby radę z jej programem szkoleniowym.

Fragment z anime "Death Note"

3. LIGHT YAGAMI
Dla jasności – tak, mimo bardzo poważnej i mrocznej tematyki Death Note’a to jest shounen. I może właśnie dlatego Light Yagami tak bardzo wyróżnia się na tle niemalże wszystkich głównych bohaterów z tego gatunku. Jest to jedna z najbardziej szokujących postaci i szokujących przemian, jakie nastąpiły w świecie Shounen Jumpa. Z dobrego, inteligentnego i ze świetlaną przyszłością nastolatka, który tylko pragnie zmienić świat na lepsze, staje się wyrafinowanym, nieuchwytnym i bezlitosnym mordercą. Gra z ludźmi, bawi się z ludźmi, policją, najbliższymi, najlepszym i pewnie jedynym przyjacielem, by na końcu skończyć tak, jak nikt się nie spodziewał.

Fragment z pierwszego openingu "Fullmetal Alechemist: Brotherhood"

2. EDWARD ELRIC
Przystojny blondyn, z dobrze umięśnioną klatą, a wzrost się wcale nie liczy! Postać Edwarda powinna być uznawana za jednej z najlepszych wzorców do naśladowania. Pokazuje odbiorcom, że mimo wielu klęsk, mimo całego cierpienia, na które napotykamy na swojej drodze, wciąż nie należy się poddawać. Ed to inteligentny, sprytny, zabawny i oddany rodzinie oraz przyjaciołom człowiek, który po największej porażce swego życia, był gotowy podnieść się, stanąć na „nogach”, niekoniecznie zdrowych. Przypomina wielu z nas, że istnieje granica poświęcenia, jakie możemy ponieść. Pokazuje, że droga do sukcesu nie jest prosta i że istnieje „niemożliwe”, bo rozwiązanie zawsze gdzieś na nas czeka, tylko musimy działać z zasadą równorzędnej wymiany – coś za coś… Ci, którzy widzieli zakończenie FMA: Brotherhood wiedzą, o co chodzi.

Fragment z traileru z 19 filmu "Detective Conan"

1. SHINICHI KUDOU / EDOGAWA CONAN
Może to tylko moje upodobania, ale znowu… Kudou Shinichi to niezwykle inteligentny, sprytny, mający ogromny talent bohater. Poznajemy go w pierwszym rozdziale/odcinku, jako zwykłego bohatera shounenowego, którego marzeniem jest zostać detektywem. Zafascynowany opowiadaniami o Sherlocku Holmesie rozwiązuje zagadki, współpracując z policją w sposób wzorowany na swoim ulubionym bohaterze. I kierowany pragnieniem oddania sprawiedliwości, wpada w niezłe łajno, które zmienia go w dziecko. Serce prawie dorosłego człowieka w ciele dziecka. Nie tylko doprowadza to do wielu nieciekawych sytuacji, ale ciągle istnieje zagrożenie, że Czarna Organizacja odkryje jego sekret i pozbędzie się jego i jego bliskich. Shinichi to bohater, który w ciągu ostatnich tysiąca rozdziałów mangi przechodzi niewyobrażalną przemianę; nie tylko jako osoba, jako człowiek, ale również jako detektyw. Wydawałoby się, że to tylko zwyczajny chłopak z marzeniem, lecz Shinichi poznaje ciężar, jaki musi na niego spocząć. Dowiaduje się, że jest odpowiedzialny nie tylko za ofiarę i ich najbliższych, ale również za sprawcę. Bo sprawców zbrodni nie da się wrzucić do jednego worka; każdy popełnia czyn karalny z różnych pobudek, każdy jest inny. I śmierć mordercy to nie sukces dla detektywa, to jego największa porażka. Podziwiam Shinichi’ego za jego ogromne pokłady wiedzy. Za to, że dążąc do spełniania marzenia, naprawdę studiował literaturę, badał wiele spraw, uczył się od najmłodszych lat, jak dedukować i myśleć (a z myśleniem jest naprawdę ciężko u wielu shounenowych bohaterów).

To jest moja lista, możecie się z nią nie zgadzać. Nie ma na niej Naruto, Luffy’ego czy jeszcze wielu innych bohaterów. Lubię ich, ale nic więcej. A jak u Was? Macie swoich faworytów?

Spodziewałam się jednego, dostałam drugie, a jeszcze co innego usłyszałam od osób, które poznały to anime. Wielu doszukiwało się w tym ty...

Spodziewałam się jednego, dostałam drugie, a jeszcze co innego usłyszałam od osób, które poznały to anime. Wielu doszukiwało się w tym tytule czegoś w klimatach Fate, przez co poprzeczka została postawiona szczególnie wysoko. A tym samym upadek ze szczytu tej drabiny okazał się bolesny już po pierwszych odcinkach. Ale czy naprawdę było AŻ tak źle?

BATTLE ROYALE
Krwawa sieczka, w której zwycięzca może być jeden, a pozostali bohaterowie muszą zostać wyeliminowani jak najszybciej. I jak to bywa w takich tytułach (a raczej nie bywa, bo istnieje niewiele godnych polecenia anime z tym motywem) wiemy, że będzie akcja, ciała, emocje, a na końcu zwycięstwo bohatera… Szkoda tylko, że od początku wiemy, że tym zwycięzcą zostanie główny bohater (szczegół).

A jak to się ma z Juuni Taisen?

Zdjęcie z oficjalnego zwiastuna - http://12taisen.com

Poszczególne odcinki przedstawiają nam background czy origin story (jak kto woli) danych postaci, tym samym zwiastując ich nieuchronną śmierć – nie, to nie jest spoiler. Niemal każdy odcinek rozpoczyna się tym samym schematem: teraźniejszość, trochę wspomnień, walka chińskich znaków zodiaku, ktoś ginie…

Budowana od samego początku schematyczność wydaje się nudna, pozbawiona jakiegokolwiek efektu zaskoczenia, a sam widz, w tym ja, niemal od samego początku danego epizodu wie, co się stanie. Ba! Nawet sam ending zdradza nam niemal całą historię. Więc jaki z tego battle royale?

Jeden z lepszych, jakie oglądałam.

Jeśli ktoś siedzi w anime już od jakiegoś czasu, wie, jak wyglądają te tradycyjne walki, szczególnie shounenowskie, gdzie bohater przegrywa do ostatniej chwili, by z niewiadomych przyczyn dostać zastrzyku NAKAMA POWER i pokonać przeciwnika… Juuni Taisen w końcu nam tego oszczędza. Walki, mimo że nierealne i czasem wręcz naiwne, zachwycają swą szybkością działania. Dostajemy krótką, krwawą sieczkę, w której jeśli bohater zginie, to nie wstanie (niby oczywiste, ale często anime przeczą tej zasadzie).

WIDZ MIAŁ INNE WYMAGANIA? OKRUCHY ŻYCIA ZAMIAST AKCJI?
Oprócz samych walk, a może właśnie przede wszystkim, widz jest zmuszony przechodzić przez kolejne wspomnienia dwunastki bohaterów. Poznajemy w naprawdę najdrobniejszych szczegółach ich życia, co spowodowało, że stali się znakiem zodiaku i w końcu, czego sobie zapragną zażyczyć.

Potencjalny widz nie był na to gotowy!

A na co był gotowy?

No właśnie na długie, emocjonujące walki, próby ratowania życia, zawiązywanie sojuszy, zdrady i wszystko inne, coś z rodem z Fate/Zero (haha), Fate/Stay Night, ewentualnie klasyka o tytule Battle Royale.

A ending?

Nie chcę tego zdradzać, ale ending powstał w odwrotnej kolejności do kolejności chińskich znaków zodiaku. Ludzie rzucili się na twórców, oskarżając ich o spoilerowanie, zanim nawet pomyśleli.


A MOŻE JEDNAK WARTO, JEŚLI…
… nie będziesz oczekiwał czegoś, czym Juuni Tansei nie jest. Polecam, żeby się zapoznać, bo  to anime uważam za jedno z lepszych roku 2017. Nie tylko dzięki opowiedzianej historii, ale także za walki, okruchy życia i samo zakończenie, które totalnie mnie ZASKOCZYŁO! I żałowałam, że pojawiło się jedynie 12 odcinków. Bo ten tytuł zasługiwał na więcej!

Nastolatkowie to wciąż niezbadana grupa ludzi, których zdolności tworzenia i realizowania najgłupszych pomysłów nadal nie osiągnęły swoj...

Nastolatkowie to wciąż niezbadana grupa ludzi, których zdolności tworzenia i realizowania najgłupszych pomysłów nadal nie osiągnęły swojego maksimum. Kombinują, docinają sobie, robią kawały, aż w końcu biedni opiekunowie wycieczek czy kolonii zawieszają białą flagę, uginając kolana przed władcami zabawy, i deklarują, że już nigdy nie będą ich pilnować na żadnej wycieczce.

NIE DAWAJ TEJ KSIĄŻKI SWOJEMU DZIECKU!
Jeśli sam jesteś nastolatkiem albo ewentualnie planujesz książkę podarować swojemu dziecku, to ja wyzbywam się wszelkiej odpowiedzialności.

„Jajecznica na deszczówce” to idealny przykład polskiej książki, która łączy humor, nastoletnie problemy i wojnę damsko-męską, czego jestem ogromną fanką. Pomysły na robienie sobie kawałów, by wygrać jakiś zakład, przerastają wszelkie wyobrażenia, a po samym skończeniu książki miałam tylko jedno pytanie:

Czy dzieciaki nie znają granic?
Nie skreślam ludzi na starcie tylko dlatego, że źle im patrzy z oczu. Zawsze daję im szansę. Może mają źle dobrane szkła kontaktowe
I chyba właśnie nie znają. Bo uśpienie chłopaka, położenie go w stołówce, ubranie w biustonosz i pomalowanie wszystkich dwudziestu paznokci to rzecz tak cholernie absurdalna i jednocześnie zabawna, że po prawie 7 latach od pierwszego czytania książki, nadal to pamiętałam. To nie jedyna sytuacja opisana na łamach lekkiej opowiastki, ale jeśli chcecie je poznać w szczegółach, po prostu przeczytajcie ją!


NIEZAUWAŻALNY, CUDOWNY REALIZM
Absurd i niemal nierealne wydarzenia w pierwszej chwili zniechęcają do siebie. Miałam taki początkowy odruch, żeby odstawić książkę, a nawet ją oddać, ale wtedy przyszła jedna myśl:

A co ja i moi znajomi wyprawialiśmy na szkolnych wycieczkach?

Nie będę się chwalić, bo aż dziw mnie bierze, gdy o tym pomyślę… Nie, chcę zapomnieć!

Bohaterowie też działają na podobnej zasadzie. Wydaje się, że książka jest sprzeczna z rzeczywistością, ale jak się tak głębiej zastanowić, to dochodzimy do innych wniosków. Nastoletnie problemy, pierwsze miłostki, głupie zakłady, robienie sobie kawałów i wiele, wiele innych rzecz – przyznajcie, wy sami kiedyś przeżyliście to za czasów bycia nastolatkiem (albo przeżywacie).


PRZECZYTAJ I IDŹ PO WIĘCEJ
Warto zaznaczyć – nie oczekujcie książki najwyższych lotów. Ktoś się spodziewał? Zaskoczyłam? „Jajecznica na deszczówce” Agaty Mańczyk zalicza się do tych lekkich, przyjemnych powiastek, które uderzają w nasze emocje. Z nostalgią czytamy o kolejnych przygodach bohaterów (było ich stanowczo za dużo, jedna z poważnych wad). A po skończeniu jej odkładamy, oddajemy i… praktycznie zapominamy. Więc jeśli ktoś szuka takiej pozycji, żeby w letni wieczór (szczegół, że termometr wskazuje całe -5 stopni!) usiąść na dworze wśród roju komarów i odpocząć po całym dniu pracy w ogrodzie, to na pewno się nie zawiedzie!

Przeczytane w ramach: Wypożyczone

Podróż, bezpłciowy bohater i gadający motor. Japończycy słyną z absurdalnych mieszanek, które w połączeniu z oryginalnym pomysłem, dają p...

Podróż, bezpłciowy bohater i gadający motor. Japończycy słyną z absurdalnych mieszanek, które w połączeniu z oryginalnym pomysłem, dają prawdziwe dzieło. Z „Podróżą Kino” jest nie inaczej.

FILOZOFICZNA PODRÓŻ PRZEZ MIASTA-PAŃSTWA
Określenie „filozoficzna podróż” stało się już dawno charakterystycznym elementem, który idealnie opisuje, z czym widz spotyka się podczas seansu anime. Kino podróżuje, jest w ciągłej drodze. Zatrzymuje się w miasto-państwach jedynie na trzy dni, poznając zwyczaje ludzi, ich tradycje i prawa.

Z początku wszystko wydaje się proste.

Z początku myślimy, że historie nic nowego nie wnoszą.

To tylko pozory.

Podczas seansu spotykamy się z zarówno lekkimi jak piórko historyjkami, jak i ciężkimi jak działo armatnie opowieściami, które celują prosto w nasze serca, aby je całkowicie zmiażdżyć. Jedna historia może wydawać się nudna, druga zachwycać. Wszystko zależy od tego, czego oczekujemy. Ja dostałam wszystko, czego oczekiwałam. No, może oprócz ostatniego odcinka, który moim nie nadawał się na zakończenie serii, co nie znaczy, że był zły.

Ale właśnie. Kim jest Kino?

Oficjalny zwiastun - http://www.kinonotabi-anime.com

BOHATEROWIE I ICH WPŁYW NA WYDARZENIA
Kino z początku wydaje się zwyczajnym biernym obserwatorem, który nie chce wpływać na fabułę. Poznając ją, miałam wrażenie, że jest tak samo obserwatorem wydarzeń, jak my. Jednak wraz z pochłanianiem kolejnych historii, zmieniłam zdanie.

Kino w przeciwieństwie do nas, widzów, ma wpływ na fabułę. Nie jest to jednak poziom pierwszoplanowego bohatera, na którego zazwyczaj napotykamy w książkach czy filmach. Bo to nie Kino pisze historie.

Opowieści idą swoją drogą, a Kino tylko czasem pomaga im płynąć. Jej ingerencja ogranicza się do niewielkich działań. Nawet słynne Koloseum bez jej obecności poradziłoby sobie (najlepszy odcinek, zakończenie było krwawe i jednocześnie przepiękne).

I właśnie dzięki takiej postawie. Dzięki temu, że Kino nie miesza się za bardzo w sprawy ludzi, nie narzuca im swojej filozofii i przekonań, jesteśmy jako widzowie w stanie skupić się na samej historii i mieć wrażenie, że dostajemy ją w czystej, nienaruszonej postaci.

W kontraście do Kino spotykamy słynnego Shizu, który pragnie pomagać, a nawet naprawiać. Zabawnie jest oglądać interakcje między nimi, bo mimo że są podobni, stanowią ogromne przeciwieństwa. Po części uzupełniają się (tak, fanka romansu między nimi, który nie istnieje…), a po części wyznają sprzeczne obozy, co ich dzieli. Nie chcę wgłębiać się za bardzo w ich charakterystykę, gdyż zaspoilerowałabym znaczą część odcinków, a to już byłoby karygodne.


PO PROSTU WARTO OBEJRZEĆ
Mogłabym opowiadać i opowiadać, ale Kino po prostu należy obejrzeć. Trudno jest nawet go zrecenzować. Anime stanowi to coś, czego już brakuje w japońskich animacjach. Nie skupia się tylko na wielkich shounenowskich walkach, nie stawia na zabawę i komedię, ani nie próbuje udawać „mądrego” tytułu, bo po prostu nim jest. Zadaje pytania i nie daje nam odpowiedzi, tylko jeszcze więcej pytań. Sama animacja może czasem zniechęcać, bo pojawiające się co jakiś czas 3D albo mocno cukierkowe kolory i kreska są nieznośne, ale to nie umniejsza historii (a śliczna buzia Shizu zrobiła się jeszcze ładniejsza! Chociaż chyba źle mówić o buźce faceta „śliczna”…)

Pedofile i mordercy dzieci nie zasługują na litość. Istnieją niezliczone przypadki spraw, w których ofiarami były właśnie dzieci. Wiel...


Pedofile i mordercy dzieci nie zasługują na litość. Istnieją niezliczone przypadki spraw, w których ofiarami były właśnie dzieci. Wiele z nich nie tylko nie zostało rozwiązanych, nigdy nie zostało zgłoszonych. Dzieciom nikt nie wierzy, kiedy mówią, że dzieje im się krzywda. A szczególnie wtedy, gdy sprawcami są osoby posiadający ogromny kredyt zaufania wśród ludzi.

JEDNA TRAGEDIA A WIELOŚĆ ŚMIERCI
Przeszłość sprawcy i motywy jego działania to elementy, który szczególnie cenię w dobrej powieści kryminalnej. Poznanie całej otoczki, która doprowadziła do takich a nie innych wydarzeń sprawia, że zaczynam postrzegać kryminał jako wiarygodny. Morderca staje się dla mnie człowiekiem z krwi i kości, którego nie tylko nienawidzę, ale również mu współczuję.

Jednak czy to oznacza, że sprawca zasługuje na usprawiedliwienie dla swoich czynów?

Nie.

Możemy go zrozumieć, współczuć, ale nie wybaczyć. A Alex Kava w mistrzowski sposób przeplata bieżące wydarzenia z przeszłością mordercy, tak abyśmy poznali w pełni jego motywy. Przeszłość w „Dotyku zła” jest zatrważająca, a prostota w przekazie sprawia, że milczymy.

Wstydził się, że czuje ulgę, ale wiedział, że dopóki ojczym będzie wbijał się w matkę, zostawi w spokoju jego drobne ciało

Czytając powyższy wers, musiałam odłożyć na chwilę książkę. Łzy popłynęły po moich policzkach. Wytarłam je, próbując się uspokoić, ale nie mogłam...

Zdjęcie mojego autorstwa

PORTRET MORDERCY
Czy naprawdę jesteśmy świadomi, jak znaczące dla śledztwa jest stworzenie właściwego profilu mordercy? Czy posiadając ciało ofiary i kilka informacji odnośnie zbrodni da się określić wiek, wykonywany zawód, charakter przestępcy?

Seryjni mordercy to temat, który wciąż nie wyczerpał się w kryminałach i nadal jest chętnie wykorzystywany przez współczesnych pisarzy. Alex Kava nie marnuje tego wątku. Wyciska z niego wszystko, co tylko może, kreując zimnokrwistego mordercę z przeszłością, który sprytnie wywija się policji od lat.

Dla śledztwa stworzenie profilu zabójcy dzieci okazuje się bezcenne. To ono pozwala bardzo wcześnie wysnuć wnioski, kim tak naprawdę może być sprawca. Najgorsze jest tylko to, że bez dowodów nic one nie znaczą.

TAJEMNICA SPOWIEDZI
A największym dowodem okazuje się tajemnica spowiedzi. Przez całą książkę przewija się ten motyw, jakby sama Kava pragnęła dobitnie kazać nam zwątpić w sens tej przysięgi. Przecież gdyby któryś z księży wcześniej wyznał prawdę, może nie doszłoby do kolejnych tragedii.

Czy naprawdę przysięga, którą złożył ksiądz, jest warta życia ludzkiego?

Nie jestem księdzem, nigdy nie będę. I nie potrafię odpowiedź na pytanie, ile znaczy dla nich ta przysięga. Jednak życie powinno być zawsze na pierwszym miejscu.


PODSUMOWANIE
Książka jest wstrząsająca. Trzyma w napięciu od pierwszej strony, aż po sam jej koniec. Jest pisana lekkim, przyjemnym stylem. Rozdziały są bardzo, bardzo krótkie, przez co nie zdąży się nawet przyzwyczaić do jednej sceny, bo zaraz zostaje się przerzuconym do kolejnej. I to nie jest ogromna wada (albo jest...), bo ciężko jej odłożyć książkę na bok. Polecam, naprawdę polecam.


A wy? Czytaliście? Polecacie? A może ja Was zachęciłam do przeczytania!?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...