LightBlog

Spodziewałam się jednego, dostałam drugie, a jeszcze co innego usłyszałam od osób, które poznały to anime. Wielu doszukiwało się w tym ty...

Battle Royale ~ Recenzja #2 Juuni Taisen

Spodziewałam się jednego, dostałam drugie, a jeszcze co innego usłyszałam od osób, które poznały to anime. Wielu doszukiwało się w tym tytule czegoś w klimatach Fate, przez co poprzeczka została postawiona szczególnie wysoko. A tym samym upadek ze szczytu tej drabiny okazał się bolesny już po pierwszych odcinkach. Ale czy naprawdę było AŻ tak źle?

BATTLE ROYALE
Krwawa sieczka, w której zwycięzca może być jeden, a pozostali bohaterowie muszą zostać wyeliminowani jak najszybciej. I jak to bywa w takich tytułach (a raczej nie bywa, bo istnieje niewiele godnych polecenia anime z tym motywem) wiemy, że będzie akcja, ciała, emocje, a na końcu zwycięstwo bohatera… Szkoda tylko, że od początku wiemy, że tym zwycięzcą zostanie główny bohater (szczegół).

A jak to się ma z Juuni Taisen?

Zdjęcie z oficjalnego zwiastuna - http://12taisen.com

Poszczególne odcinki przedstawiają nam background czy origin story (jak kto woli) danych postaci, tym samym zwiastując ich nieuchronną śmierć – nie, to nie jest spoiler. Niemal każdy odcinek rozpoczyna się tym samym schematem: teraźniejszość, trochę wspomnień, walka chińskich znaków zodiaku, ktoś ginie…

Budowana od samego początku schematyczność wydaje się nudna, pozbawiona jakiegokolwiek efektu zaskoczenia, a sam widz, w tym ja, niemal od samego początku danego epizodu wie, co się stanie. Ba! Nawet sam ending zdradza nam niemal całą historię. Więc jaki z tego battle royale?

Jeden z lepszych, jakie oglądałam.

Jeśli ktoś siedzi w anime już od jakiegoś czasu, wie, jak wyglądają te tradycyjne walki, szczególnie shounenowskie, gdzie bohater przegrywa do ostatniej chwili, by z niewiadomych przyczyn dostać zastrzyku NAKAMA POWER i pokonać przeciwnika… Juuni Taisen w końcu nam tego oszczędza. Walki, mimo że nierealne i czasem wręcz naiwne, zachwycają swą szybkością działania. Dostajemy krótką, krwawą sieczkę, w której jeśli bohater zginie, to nie wstanie (niby oczywiste, ale często anime przeczą tej zasadzie).

WIDZ MIAŁ INNE WYMAGANIA? OKRUCHY ŻYCIA ZAMIAST AKCJI?
Oprócz samych walk, a może właśnie przede wszystkim, widz jest zmuszony przechodzić przez kolejne wspomnienia dwunastki bohaterów. Poznajemy w naprawdę najdrobniejszych szczegółach ich życia, co spowodowało, że stali się znakiem zodiaku i w końcu, czego sobie zapragną zażyczyć.

Potencjalny widz nie był na to gotowy!

A na co był gotowy?

No właśnie na długie, emocjonujące walki, próby ratowania życia, zawiązywanie sojuszy, zdrady i wszystko inne, coś z rodem z Fate/Zero (haha), Fate/Stay Night, ewentualnie klasyka o tytule Battle Royale.

A ending?

Nie chcę tego zdradzać, ale ending powstał w odwrotnej kolejności do kolejności chińskich znaków zodiaku. Ludzie rzucili się na twórców, oskarżając ich o spoilerowanie, zanim nawet pomyśleli.


A MOŻE JEDNAK WARTO, JEŚLI…
… nie będziesz oczekiwał czegoś, czym Juuni Tansei nie jest. Polecam, żeby się zapoznać, bo  to anime uważam za jedno z lepszych roku 2017. Nie tylko dzięki opowiedzianej historii, ale także za walki, okruchy życia i samo zakończenie, które totalnie mnie ZASKOCZYŁO! I żałowałam, że pojawiło się jedynie 12 odcinków. Bo ten tytuł zasługiwał na więcej!

0 komentarze:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...