LightBlog

Podróż, bezpłciowy bohater i gadający motor. Japończycy słyną z absurdalnych mieszanek, które w połączeniu z oryginalnym pomysłem, dają p...

Filozoficzna podróż ~ Recenzja #1 Kino no Tabi

Podróż, bezpłciowy bohater i gadający motor. Japończycy słyną z absurdalnych mieszanek, które w połączeniu z oryginalnym pomysłem, dają prawdziwe dzieło. Z „Podróżą Kino” jest nie inaczej.

FILOZOFICZNA PODRÓŻ PRZEZ MIASTA-PAŃSTWA
Określenie „filozoficzna podróż” stało się już dawno charakterystycznym elementem, który idealnie opisuje, z czym widz spotyka się podczas seansu anime. Kino podróżuje, jest w ciągłej drodze. Zatrzymuje się w miasto-państwach jedynie na trzy dni, poznając zwyczaje ludzi, ich tradycje i prawa.

Z początku wszystko wydaje się proste.

Z początku myślimy, że historie nic nowego nie wnoszą.

To tylko pozory.

Podczas seansu spotykamy się z zarówno lekkimi jak piórko historyjkami, jak i ciężkimi jak działo armatnie opowieściami, które celują prosto w nasze serca, aby je całkowicie zmiażdżyć. Jedna historia może wydawać się nudna, druga zachwycać. Wszystko zależy od tego, czego oczekujemy. Ja dostałam wszystko, czego oczekiwałam. No, może oprócz ostatniego odcinka, który moim nie nadawał się na zakończenie serii, co nie znaczy, że był zły.

Ale właśnie. Kim jest Kino?

Oficjalny zwiastun - http://www.kinonotabi-anime.com

BOHATEROWIE I ICH WPŁYW NA WYDARZENIA
Kino z początku wydaje się zwyczajnym biernym obserwatorem, który nie chce wpływać na fabułę. Poznając ją, miałam wrażenie, że jest tak samo obserwatorem wydarzeń, jak my. Jednak wraz z pochłanianiem kolejnych historii, zmieniłam zdanie.

Kino w przeciwieństwie do nas, widzów, ma wpływ na fabułę. Nie jest to jednak poziom pierwszoplanowego bohatera, na którego zazwyczaj napotykamy w książkach czy filmach. Bo to nie Kino pisze historie.

Opowieści idą swoją drogą, a Kino tylko czasem pomaga im płynąć. Jej ingerencja ogranicza się do niewielkich działań. Nawet słynne Koloseum bez jej obecności poradziłoby sobie (najlepszy odcinek, zakończenie było krwawe i jednocześnie przepiękne).

I właśnie dzięki takiej postawie. Dzięki temu, że Kino nie miesza się za bardzo w sprawy ludzi, nie narzuca im swojej filozofii i przekonań, jesteśmy jako widzowie w stanie skupić się na samej historii i mieć wrażenie, że dostajemy ją w czystej, nienaruszonej postaci.

W kontraście do Kino spotykamy słynnego Shizu, który pragnie pomagać, a nawet naprawiać. Zabawnie jest oglądać interakcje między nimi, bo mimo że są podobni, stanowią ogromne przeciwieństwa. Po części uzupełniają się (tak, fanka romansu między nimi, który nie istnieje…), a po części wyznają sprzeczne obozy, co ich dzieli. Nie chcę wgłębiać się za bardzo w ich charakterystykę, gdyż zaspoilerowałabym znaczą część odcinków, a to już byłoby karygodne.


PO PROSTU WARTO OBEJRZEĆ
Mogłabym opowiadać i opowiadać, ale Kino po prostu należy obejrzeć. Trudno jest nawet go zrecenzować. Anime stanowi to coś, czego już brakuje w japońskich animacjach. Nie skupia się tylko na wielkich shounenowskich walkach, nie stawia na zabawę i komedię, ani nie próbuje udawać „mądrego” tytułu, bo po prostu nim jest. Zadaje pytania i nie daje nam odpowiedzi, tylko jeszcze więcej pytań. Sama animacja może czasem zniechęcać, bo pojawiające się co jakiś czas 3D albo mocno cukierkowe kolory i kreska są nieznośne, ale to nie umniejsza historii (a śliczna buzia Shizu zrobiła się jeszcze ładniejsza! Chociaż chyba źle mówić o buźce faceta „śliczna”…)

0 komentarze:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...